🐺 Przepis Na Mały Torcik Bez Pieczenia
Mikser Kulinarny wyszukuje przepisy z polskich blogów kulinarnych, tym razem wyszukiwany jest przepis na torcik borówkowy bez pieczenia. Kulinarne archiwum Miksera Kulinarnego zawiera w tej chwili 1 401 639 sprawdzonych przepisów kulinarnych.
Dziś mam dla was przepis na mały chlebuś pszenny. Polska; Torcik bawarski bez pieczenia. 0 PaniMkuchniasmakowita . Wideoprzepisy . Torcik jabłkowy "zielone
1. Wykonanie ciasta: Cytryny wyparzyć i wyszorować. Zetrzeć drobno skórkę i wycisnąć sok. Margarynę utrzeć z cukrem, dodając po jednym żółtku, mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia, skórkę i sok z cytryny. Z białek ubić pianę i delikatnie wmieszać do ciasta. Ciasto przełożyć do formy i piec przez ok 45-50 min w 180 st. .
Torcik jabłkowy (bez pieczenia) - jak zrobić? Sposób przygotowania: 1. Mus jabłkowy mocno podgrzać i rozpuścić w nim galaretki + łyżka żelatyny. Doprawić sokiem z cytryny i cynamonem. Ewentualnie dosłodzić cukrem. Przestudzić mieszając od czasu do czasu.
Przepis na idealny biszkopt. Poniżej przedstawiony zostaje przepis na idealny biszkopt, które jest jednym z najdelikatniejszych ciast. Czytaj dalej Katalog Smaków, proponujemy przepis na TORCIK BORÓWKOWO-ŚMIETANOWY, autorstwa Kuchnia MagdaLeny. Wyszukaj też inne przepisy za pomocą wyszukiwarki przepisów.
Nie zastanawiałam się długo, na co wykorzystam pozostałe z eklerów białka :-). Przepiękny i smaczny torcik, dwie bezy Pavlovej, kruche na zewnątrz i piankowe w środku, przełożone bitą śmietaną z malinami. Bardzo polecam! Składniki na 2 bezy Pavlovej, mniejszą i większą: 5 białek; 300 g drobnego cukru do wypieków
Mikser Kulinarny wyszukuje przepisy z polskich blogów kulinarnych, tym razem wyszukiwany jest przepis na niskokaloryczne ciasto bez pieczenia. Kulinarne archiwum Miksera Kulinarnego zawiera w tej chwili 1 401 786 sprawdzonych przepisów kulinarnych.
Torcik na zimno - jak zrobić? 1. Śmietanę ubijamy na sztywno, w osobnym naczyniu miksujemy ser z cukrem pudrem, a następnie dodajemy do niego ubitą śmietanę – delikatnie wszystko mieszamy. Brzoskwinie wyjmujemy z puszki, sok spod brzoskwiń podgrzewamy i dodajemy do niego żelatynę. Ciepłą żelatynę wolnym strumieniem wlewamy do
Sposób przepisu. Wodę, 100 g cukru i cukier waniliowy daj do garnka i ogrzej. Gdy cukier się rozpuści odstaw z ognia i stale mieszając stopniowo dodawaj mleko w proszku. Następnie do masy dodaj masło i wszystko mikserem zmiksuj na gładki krem. Następnie z tej masy zabierz 200 g i dodaj do rozgniecionych herbatników, które w misce
MSL0PW. Prosty przepis na super torcik bez pieczenia z masą krówkową lub kajmakową. Data dodania: Składniki: 8 paczek herbatników "petit beurre" 1 krem do tortu ajerkoniakowy "Dr Oetker" 1 krem do tortu waniliowy wiórki kokosowe 1 puszka masy krówkowej lub kajmakowej 2 i 1/2 szklanki mleka 1 kostka masła Przepis: Krem ajerkoniakowy i krem waniliowy przygotować według przepisu na opakowaniu. Układanie na blaszce: Na blaszkę sernikową wyłożoną folią aluminiową układać: herbatniki krem ajerkoniakowy herbatniki masa krówkowa herbatniki krem waniliowy wierzch posypać wiórkami kokosowymi. Wstawić na noc lub dłużej do lodówki. Wydrukuj przepis TAGI: [torcik na zimno, ciasto na zimno]
Dzisiejszy wpis “chodził” za mną od co najmniej roku, a że pewna społeczność nieźle zmobilizowała mnie wczoraj do popełnienia go, nareszcie powstał – mój własny, osobisty POMOCNIK TORTOWY :) O tym, że istnieje potrzeba pisania takich “poradników” przekonałam się na własnej skórze, bo kiedy przeszliśmy rodzinnie na weganizm okazało się, że kwestia “jak zrobić biszkopt bez jajek” potrafi zabić człowiekowi niezłego klina… Przygotowanie pierwszego wegańskiego tortu przypadło na roczek mojej młodszej Córki. Najłatwiej byłoby kupić gotowy ale gotowy wegański tort? W moim mieście? Pozostało przekopywanie internetów i szukanie czegoś, co by się nadawało… Jako że u nas wygląda to zawsze tak, że w dzień urodzin jest tylko imprezka kameralna w naszym ścisłym domowym gronie, a dopiero potem jest duża impreza rodzinna, pierwsze wegańskie torty musiały być od razu dwa. Tort nr 1, a właściwie torcik, był typowym torcikiem BEZ PIECZENIA, bez jakiejkolwiek mąki, cukru i różnych takich, naturalnie słodki, łatwy w przygotowaniu i naprawdę smaczny tort marchewkowo-figowy na bazie kaszy jaglanej, idealny dla rocznego dziecka. Przepis znalazłam tutaj, deser po kilku godzinach w lodówce trzymał fason świetnie i polecam go naprawdę szczerze, nie tylko roczniakom :) Tort nr 2 był dla odmiany mega-tortem z prawdziwego zdarzenia, z przepisu Olgi Smile, obłędnie czekoladowo-pomarańczowy, chociaż trzeba przyznać, że nieco “ciężki”, tort, którego nie da rady zjeść więcej, niż jeden kawałek, a i ten jeden wystarcza za deser i prawie kolację. Gości było dużo, więc ciasta potrzebowałam 2 sztuki, narobiłam się przy nich okrutnie, ale efekt był faktycznie powalający! Jedyne co zmieniłam w stosunku do oryginalnego przepisu to użyłam gotowego kremu czekoladowego z Rossmanna zamiast czekolady i masła orzechowego, o czym zresztą można przeczytać w komentarzach pod tortem Olgi :) Tort dobrze się trzymał, dojadaliśmy resztki przez tydzień i nic się nie psuło, jedyne, przed czym ostrzegam, to blendowanie – nie zabierajcie się za ten krem nie mając porządnego blendera, który nie uciągnie ciężkiej masy. Ja robiłam go z Vitamixem, a i tak musiała być przerwa na przestygnięcie silnika. Zdjęć niestety brak, przepadły bezpowrotnie wraz ze śmiercią poprzedniego lapka… (Z tego samego powodu zresztą nie mam wielu innych zdjęć, dlatego dziś dużo napiszę ale dużo nie pokażę). Po takich doświadczeniach postanowiłam, że muszę znaleźć alternatywę dla tradycyjnego biszkoptu tortowego, bo nie wyobrażałam sobie przy każdej kolejnej okazji siedzieć 12 godzin w kuchni przy robieniu tortów-nie tortów ;) Wcześniej robiłam zawsze normalne torty: biszkopt + krem, wg przepisu i instrukcji mojej Babci, robiącej najlepsze torty na świecie, i naprawdę żal mi było, że już nigdy więcej takich nie zrobię… Objawieniem okazał się tort Matki Weganki (z nie istniejącego już niestety bloga, na szczęście przepis zachowałam w formie papierowej), który za pierwszym razem wyszedł mi tak dobrze, że od tej pory nie kombinowałam już z innymi. W oryginale tort był przekładany śmietaną kokosową i owocami, ja zrobiłam w ciągu kilku imprez kilka innych, różnych wersji, za każdym razem jednak bazą był ten sam “biszkopt”. Napisałam “biszkopt” w cudzysłowie, bo prawdziwy biszkopt to ciasto na bazie jaj, pozwolicie jednak, że dalej będę pisała już normalnie? Więc wegański biszkopt wg Matki Weganki (z moimi uwagami w nawiasach) robi się tak: – 2 szklanki mąki pszennej (można użyć pełnoziarnistej ale ciasto będzie ciemniejsze i nie wyrośnie zbyt wysoko, do tortów najlepsza jest jednak najzwyklejsza mąka tortowa), – 2 łyżeczki proszku do pieczenia, – 1 szklanka cukru (ja daję zawsze max 3/4 szklanki), (można użyć brązowego, z jego powodu ciasto też wyjdzie ciemniejsze ale inaczej, niż od mąki, bardziej karmelowo, czasem jest to pożądane dla lepszego kontrastu z jasnym kremem), – szczypta soli (sprawia, że smak słodki jest bardziej słodki), – 1 torebka cukru waniliowego (ostatnio zamiast niego użyłam samej wanilii, ciasto pachniało i smakowało obłędnie i teraz już na pewno będę robić tylko w tej wersji), – 1/2 szklanki oleju, wymieszać. Do tego dodać: – 1 szklankę mleka roślinnego (sojowego, ryżowego) z rozpuszczoną w nim: – 1 łyżeczką sody oczyszczonej oraz – 2 łyżkami soku z cytryny. Całość szybko wymieszać, wlać do formy i piec około 45 minut w 180 stopniach (bo oczywiście cały proces należy zacząć od nagrzania piekarnika :)). W ten sam sposób można zrobić biszkopt brązowy, dodając po prostu 2 łyżki kakao. I teraz – garść przydatnych być może informacji. Pierwsza sprawa – czym różni się soda od proszku do pieczenia i dlaczego czasem daje się jedno i drugie razem? Świetne wyjaśnienie znalazłam kiedyś tutaj. W naszym konkretnym przypadku trzeba pamiętać o tym, że soda wchodzi w reakcję z cytryną od razu po połączeniu w mleku, dlatego robi się to na końcu i wymieszane ciasto należy natychmiast włożyć do piekarnika. Druga sprawa – jeśli zdarzy się, że ciasto popęka z wierzchu lub zrobi się górka, nie przejmujcie się, w kolejnych krokach będziemy robić z tym porządek :) Trzecia sprawa – a właściwie najpierwsza – tzw. biszkopt pieczemy przynajmniej 1 dzień a najlepiej 2 dni wcześniej, niż potrzebujemy tort. Upieczone ciasto zostawiamy w formie do całkowitego ostygnięcia i im więcej czasu będzie na to, tym lepiej (czytaj: tym większa szansa, że biszkopt nie rozwali się przy krojeniu go na blaty). No i właśnie, blaty. Dużo zależy od tego, w jaki sposób wyrośnie ciasto (a to zależy od mąki). Jeśli wyjdzie ładne wysokie i równe, spokojnie da się przekroić na 3 blaty. Jeśli z jakiegoś powodu zrobi się ta nieszczęsna górka, nie ma co się przejmować, blaty będą 2, a ścięta górka drobno pokruszona posłuży za wykończenie boków tortu. Można też ewentualnie upiec 2 ciasta i każde przekroić na pół, tort będzie wtedy bardzo wysoki. W takim przypadku pamiętajcie jednak o takim “drobiazgu” jak ścięcie “skórki” z blatów, które będą w środku czyli np. dolna połówka pierwszego biszkoptu idzie na sam dół tortu, drugiej połówce ścinamy wierzchnią “skórkę” i to będzie drugi blat, z drugiego ciasta z górnej połówki też ścinamy “skórkę” i to będzie 3 blat i ostatnia część (czyli dolna połowa drugiego biszkoptu) odwrócona do góry nogami będzie zamykającym tort blatem. Do pięknego krojenia blatów tortowych służy taki przyrząd jak struna do tortów, której oczywiście w mojej prostej kuchni nie mam ;) Jakoś sobie radzę zwykłym dużym nożem, tym samym, którym kroję chleb i w ogóle wszystko inne. Praktyka czyni mistrza ale nawet jeśli blaty nie wyjdą Wam mistrzowsko równe to co? Ktoś odmówi zjedzenia ciasta? Nie przejmujcie się za bardzo, ot co. Albo zaopatrzcie się najpierw w strunę, jeśli wolicie. Będąc przy blatach powiem od razu o nasączaniu ciasta. Czy to robić czy nie robić trzeba ocenić uwzględniając “wypełnienie” tortu. Jeśli tort będzie przekładany zwykłym, zwartym kremem, warto nasączyć każdy blat przed posmarowaniem, żeby ciasto nie było za suche, czyli stosujemy schemat: blat, nasączenie, krem, blat, nasączenie, krem, itd. Jeśli krem będzie lekko wilgotny i jeszcze przekładany owocami, nasączanie blatów lepiej sobie podarować, żeby tort nie zmienił się w mokrego gniota. Do nasączania blatów tradycyjnie używa się wody z cukrem i kieliszkiem wódki, jednak ze względu na jedzące je zazwyczaj dzieci lepiej użyć np. wody z cukrem i sokiem z pomarańczy albo cytryny. Ważne naprawdę, żeby nie zalać biszkoptu, dolny blat najlepiej nasączyć nieco mniej, niż pozostałe, ponieważ wilgoć z całego tortu i tak będzie ciągnąć w dół. No i właśnie, co z tymi kremami. Osobiście przekładałam torty już w różny sposób, starając się dopasowywać je do okoliczności, i mogę podpowiedzieć Wam kilka wersji, trafiających w większość gustów: 1. Tort z kremem z nerkowców, lekko usztywnionym agarem (taki trochę serek), dla równowagi “nadzianym” pokrojoną w plasterki “Mieszanką Krakowską”. Dzięki lekko kwaskowej galaretce tort nie był mdły, no a zachwyt dzieci taką niespodzianką w cieście – bezcenny! Blaty jak najbardziej nasączone, “ponczem” bezalkoholowym czyli wodą z cukrem i cytryną, tort wykończony opłatkiem z nadrukiem, boki obsypane wiórkami kokosowymi. Nerkowców już nie używam ale kolorowa galaretka pokrojona w plasterki i lekko powciskana w krem to patent mojej Babci, który szczerze polecam do tortów nie tylko dziecięcych :) 2. Tort “Mon Cheri” – czekoladowe blaty smarowane konfiturą wiśniową razem z wiśniami (tak konkretnie, na jeden blat jeden słoiczek i w tym przypadku nasączanie niepotrzebne) i jeszcze cienką warstwą gorzkiego kremu czekoladowego. Góra wykończona wiśniami i całość oblana czekoladą, czyli coś, co uwielbiam ja! 3. Tort z marcepanem – również czekoladowe blaty przesmarowane lekko powidłami śliwkowymi i przekładane masą marcepanową homemade (obrane migdały zmielone z cukrem i likierem amaretto) czyli coś, co najbardziej lubi M. (marcepan). 4. Torty z kremami na margarynie i o tym będzie ostatnia część tej niekończącej się opowieści… Kremy tortowe na margarynie robiła moja Babcia i takie też robiłam ja, jeszcze za niewegańskich czasów, tak, jak mnie ucierało się po prostu z cukrem pudrem, a potem można było dodać do niego: 1. Kakao, żeby mieć brązowy krem do jasnych biszkoptów albo 2. Drobno posiekane orzechy włoskie, którymi na koniec obsypywało się jeszcze boki tortu (super opcja! polecam) albo poukładać na nim właśnie tę wspomnianą wyżej, pokrojoną w plasterki kolorową galaretkę w czekoladzie. Mając dostęp do wegańskiej margaryny zweganizować taki krem to banał – miksujemy 2 kostki Alsana (250 g) z 2 szklankami cukru pudru (2 x 200 g) i już -, natomiast moją modyfikacją jest dodanie do kremu owoców. Do tej pory wypróbowałam trzy wersje i wszystkie uważam za udane: 1. Krem malinowy – mix z koszyczkiem malin, w krem na torcie powkładane całe maliny i borówki amerykańskie 2. Krem mandarynkowy – mix z 12 mandarynkami, w krem powkładane cząstki mandarynek 3. Krem nektarynkowy – mix z 10 nektarynkami, w krem powkładane plastry nektarynek. Na pewno sprawdzę jeszcze inne opcje, tylko niewiele mam czasu na takie zabawy niestety… Uwagi do wykonania kremu: 1. Margarynę kilka godzin wcześniej należy wyjąć z lodówki i zostawić, żeby zmiękła. 2. Miksować koniecznie z cukrem PUDREM, żeby kryształki cukru nie chrupały w zębach ;) 3. Miksować delikatnie na wolnych obrotach, żeby krem się nie zwarzył. 4. Owoce dodawać stopniowo, żeby nie zrobiła się mokra ciapa; różne są wielkości owoców, różny stopień ich dojrzałości, więc jeśli mnie wyszło 10 nektarynek, innej osobie może wystarczyć 8, a jeszcze inna będzie potrzebowała 2 sztuki więcej; najlepiej dać najpierw połowę, a potem dodawać i kosztować, do uzyskania pożądanego smaku. Gotowy krem jest miękki i puszysty ale nie bójcie się, tort nie będzie się rozwalał, po kilku godzinach w lodówce margaryna na powrót stężeje i wszystko będzie ok (dzięki owocom nie będzie z kolei zbyt twarda). Używając takiego kremu i dodatkowo owoców do przekładania już nie musimy nasączać blatów, ciasto będzie idealnie wilgotne bez tego. Jeśli ktoś robi taki tort po raz pierwszy pewnie zastanowi się przez chwilę z nożem w ręku, ile tego kremu w ogóle posmarować? :) Moja podpowiedź: podziel sobie cały krem na 3 talerze, 1 część idzie na pierwszy blat, 2 na drugi, 3 na górę i boki tortu, koniec problemu. W przypadku robienia tortu 2-blatowego, jak ja ostatnio (właśnie z powodu górki, która niespodziewanie wyrosła mi w formie), trzecia część kremu zostaje do posmarowania innego ciasta albo naleśników na śniadanie (naleśnik przesmarowany kremem i nafaszerowany owocami, dobre). Można zrobić od razu mniej kremu ale mnie nie chciało się kombinować z proporcjami. Korzyść z takiej górki wspomniałam już gdzieś wyżej, ścięte ciasto kruszymy drobno i mamy super boki tortu, zamiast wiórków kokosowych czy orzechów. Żeby okruszki, orzechy lub wiórki trzymały się tortu, trzeba cały dookoła wysmarować kremem ale niezbyt grubo, taki wyrównujący i zamykający dziury podkład. Na małych zdjęciach pokazałam jak wszystko mniej więcej wygląda krok po kroku, fotki były robione w czasie robienia tortu (w dniu imprezy rano), tak że wybaczcie ich pospieszność… Chodziło mi przede wszystkim o pokazanie, że to nie musi być wszystko idealnie posmarowane i poukładane, żeby ostateczny efekt zadowolił gości. Krem stężeje i nie będzie widać fałdek, owoce i tak będą pokrojone, więc nie muszą być identycznych rozmiarów, a siedzący obok siebie goście na pewno nie będą porównywać sowich kawałków, czy są idealnie równej grubości. Najważniejsze, żeby wszystko było ŚWIEŻE, smaczne i ładne, a na pewno zostaną nam wybaczone drobne niedociągnięcia kosmetyczne, w końcu nie jesteśmy pracownią tortów ;) Ostatnia sprawa to wykończenie tortu. Bezpośrednio na krem na samej górze układamy owoce albo całość razem z bokami obsypujemy posiekanymi orzechami lub wiórkami kokosowymi, na górze można wtedy ułożyć jakieś dekoracje z kolorowych opłatków albo wylać esy-floresy cienka strużką czekolady, grunt, żeby nie namieszać za dużo i żeby całość była harmonijna. Mój ostatni tort to biszkopt pieczony z wanilią i brązowym cukrem trzcinowym, krem nektarynkowy z ułożonymi na nim dodatkowymi nektarynkami, wykończony malinami i borówkami amerykańskimi, boki obsypane okruszkami ciasta. Podobno był to najlepszy tort z wszystkich, jakie zrobiłam, dlatego nareszcie zdobyłam się na odwagę, żeby Wam coś takiego pokazać… Mam nadzieję, że mój dzisiejszy wpis będzie dla Was pomocą przy robieniu pierwszych wegańskich tortów, że ta strona będzie otwarta w Waszych komputerach, telefonach i tabletach, kiedy będą powstawały imprezowe ciacha w Waszych kuchniach. Jestem pewna, że kiedy się rozkręcicie poczujecie, że na tej bazie możecie zrobić wszystko, co tylko przyjdzie Wam do głowy, bo w końcu… wszystko jest w głowie :) Pozdrawiam ciepło! Sylwia Muszę dodać koniecznie jeszcze 2 uwagi. Pierwsza – nie miejcie obaw o smak kremu na margarynie, to nie ma nic wspólnego z ordynarnym smakiem zwykłej margaryny, jaki być może niektórzy pamiętają. Margaryna utarta z cukrem i schłodzona smakuje naprawdę świetnie, cukru można dać mniej lub więcej, wg uznania. Dodatek owoców zmienia ten krem w coś, o co wszyscy goście pytają: “z czego jest ten krem??” i wszyscy zdziwieni, że z margaryny. Druga sprawa – margaryny wegańskie. Mniej doświadczonym osobom wydawać może się dziwna kwestia wegańskości lub nie margaryny, która przecież z założenia jest tłuszczem roślinnym. Niestety do większości margaryn dodawana jest witamina D3, która pochodzi jak najbardziej od zwierząt, a nawet jeśli nie ma w składzie tej witaminy, to z pewnością jest w nim coś takiego jak monoglicerydy kwasów tłuszczowych, które w zwykłych produktach również są pochodzenia zwierzęcego. Tak więc w przeciętnym polskim sklepie margaryny wegańskiej nie kupicie. W mniej przeciętnym oraz w internecie znajdziecie np. margarynę ALSAN, która skład ma taki: – olej rzepakowy, olej palmowy, woda, emulgatory roślinne E471 + E472c, naturalny aromat, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, witaminy E i A, barwnik: karoten i nadaje się zarówno do pieczenia, smażenia, jak i smarowania pieczywa, choć ja osobiście używam margaryny tylko i wyłącznie do tego jednego celu, jaki opisałam powyżej. W razie jakichkolwiek jeszcze pytań czy wątpliwości służę pomocą, na razie to chyba naprawdę już wszystko :) Kolejne wpisy o tortach znajdziecie tutaj:
TORCIK BEZ PIECZENIA TORCIK BEZ PIECZENIA Składniki: 36 ciastek kakaowych 0,5 l śmietany 36% 4 serki waniliowe 4 serki porzeczkowe (1 serek = 125g) 1 galaretka cytrynowa 1 galaretka porzeczkowa Garść mrożonych jagód Garść mrożonej czerwonej porzeczki 1 łyżka cukru pudru Do dekoracji: 1 figa (pokrojona) Grube wiórki kokosowe Czekoladki Czekolada sypka Wykonanie : Galaretkę cytrynową rozpuściłam w szklance gorącej wody i odstawiłam. Tak samo zrobiłam z galaretką porzeczkową. Do jednej miseczki dałam serek waniliowy, a do drugiej serek porzeczkowy. Gdy galaretki zaczęły tężeć wlałam cytrynową do serka waniliowego, wsypałam jagody i szybko wymieszałam. Galaretkę porzeczkową wlałam do serka porzeczkowego, wsypałam porzeczkę i również szybko wymieszałam. Jedna warstwa ciastek u mnie to 12 sztuk. Na ciastka wyłożyłam masę porzeczkową, przykryłam drugą warstwą ciastek i na to wyłożyłam masę waniliową. Na wierzch ciasta ułożyłam trzecią warstwę ciastek. UWAGA! Należy bardzo szybko nakładać masy serowe na herbatniki, ponieważ momentalnie stygną. Do miski wlałam śmietanę, wsypałam 1 łyżkę cukru pudru i ubiłam na sztywno. Boki ciasta wysmarowałam ubitą śmietaną, a wierzch wypełniłam za pomocą dekoratora do ciast (szprycy/rękawa). Do dekoracji użyłam jedną pokrojoną figę, wiórki kokosowe, czekoladki i czekoladę sypką. Nie chcecie przegapić żadnego nowego przepisu? Subskrybujcie mój kanał Przepisy Joli na YouTube (wystarczy kliknąć tutaj: PRZEPISY JOLI NA YOUTUBE ) Podobne przepisy
przepis na mały torcik bez pieczenia